Do napisania tego posta skłoniły mnie słowa, które w ostatnim czasie często słyszę. Studiuję germanistykę, lubię czytać książki i chciałabym po studiach uczyć niemieckiego. W szkole zawsze lubiłam takie przedmioty jak język polski, niemiecki, angielski czy historię. Nienawidziłam matematyki i fizyki, jakoś trawiłam chemię, biologię i geografię. Nigdy mnie te przedmioty nie interesowały, a do przedmiotów ścisłych po prostu nie miałam talentu i w dużej mierze musiałam się ich uczyć na pamięć. Niestety, nie każdy się do tego nadaje.
Ale do sedna: kiedyś nauki humanistyczne były bardzo cenione, studiowało się przede wszystkim historię, literaturę czy łacinę. A dzisiaj wprowadza się matematykę na maturę. Po co? Nie wiem. Rząd chce, żeby w Polsce było więcej inżynierów, elektryków, operatorów i konstruktorów maszyn itd. Uważam, że to kiepski pomysł, podobnie jak kuszenie przyszłych studentów stypendiami o wysokości 1000 zł. Po pierwsze: fakt, że ktoś MUSI zdawać matematykę na maturze, nie zachęci go do pójścia na kierunek ścisły. Po drugie: skomplikuje to życie wielu osobom, np. przyszłym studentom medycyny, którzy i tak zdają już biologię i chemię, a czasem też fizykę. Po trzecie: wysokie stypendia mogą kusić, ale dostaną je tylko ci, którzy dobrze będa sobie radzić na tych kierunkach, a więc w 99% ci, którzy i tak zamierzali rozpocząć studia ścisłe.
Poza tym czytanie książek. No właśnie. Dlaczego w polskich szkołach prawie wszystko ogranicza się już do fragmentów? Dlaczego młodzi ludzie nie potrafią przeczytać "Potopu"? To jest po prostu smutne. Kiedy byłam mała, moją ulubioną rozrywką było czytanie i pozostało tak do dzisiaj. Nie każdy musi, ale przydałoby się znać przynajmniej skarby literatury polskiej. Na maturze też wszystko jest podawane we fragmentach, co dodatkowo potęguje myślenie, że nie należy czytać. Z tego powodu ludzie nie umieją czytać ze zrozumieniem, co odzwierciedla się przede wszystkim w internecie. Na forach internetowych ortografia i stylistyka są po prostu przerażające. Błędy popełnia każdy, ale bez przesady ludzie!!!
Boli mnie to, że mówi się tylko o tym, że Polska potrzebuje absolwentów kierunków ścisłych. Czy nikt już nie potrzebuje humanistów? Ktoś kiedyś mi powiedział: literatura jest ok, ale nie może ona zmienić świata. Może i tak, ale to nie znaczy, że nie może zmienić życia pojedynczych jednostek. W filmie "Lista Schindlera" Spielberga (1993) jest taka scena, kiedy Niemcy pytają Żydów, co potrafią, aby zaklasyfikować ich do niewolniczej pracy. Jest wśród nich także wykładowca uniwersytecki, który zostaje zaklasyfikowany negatywnie. I pyta: od kiedy nikt nie potrzebuje literatury i historii?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz